Odcinek 3 (28) – O Królu Puszczy, leśnej pieśni i placku z kruszonką

Krowa, wielbłąd i żubr. Co łączy te zwierzęta, pomijając, że są ssakami i mają po cztery nogi? Wyjątkowo piękne oczy. Jeśli nie podchodziliście nigdy bliżej do krowy – wszystko przed wami. Przy najbliższej okazji podejdźcie i postójcie tak chwilę. Sam na sam z krową. To jest bardzo sympatyczne zwierzę i chętnie nawiązuje kontakt z człowiekiem. Moja babcia opowiadała mi, że gdy była małą dziewczynką, miała krowę-przyjaciółkę. Nazywała się Lea. Oczywiście krowa – nie babcia. Bo imię Lea znaczy „kobieta o krowim spojrzeniu”. Babcia robiła jej piękne wianki, a Lea dumnie w nich spacerowała po łące, a potem wracała przez wieś do obory.

Opowiadam o krowie, ale tak naprawdę to ma być opowieść o królu puszczy. O żubrze. Mam nadzieję, że jego wysokość by się nie obraził, iż porównuję go do innych zwierząt. Oczywiście żubr jest od nich wszystkich o wiele dostojniejszy.

Zagrodę żubrów odwiedziłam ostatniego lata. Byłam zachwycona, gdy przywódca stada zbliżył się do ogrodzenia. Miałam wielką ochotę z nim porozmawiać, ale wtedy się nie udało. Dlatego postanowiłam zbudować z moich zaczarowanych klocków zagrodę dla żubrów i złożyć oficjalną wizytę u Króla Puszczy. Napisałam sznurkową pocztą do mojej przyjaciółki Rity: „Przyjdziesz dziś o 17?” Odpowiedź zadzwoniła o mój balkon bardzo szybko. „Jasne! Do zobaczenia!”

Punktualnie o 17 Rita już pukała do naszych drzwi. Zaprosiłam ją do pokoju i od razu otworzyłam kilka skrzyń z klockami. Tych, gdzie przeważają brązy i zielenie.
– Odwiedzimy Króla Puszczy, Jego Wysokość Żubra. Co ty na to? – powiedziałam od razu.
– Świetnie. Ciekawe tylko jak? – odparła Rita wcale nie z przekąsem (i nie z przekąską) tylko z prawdziwym zainteresowaniem.

Zaczęłam budować zagrodę. Początkowo Rita tylko podawała mi klocki, ale potem przyłączyła się do budowy. Trochę nie do końca przemyślałyśmy sprawę. Wybudowałyśmy ogrodzenie wokół siebie. Wiecie co to oznacza, prawda? Gdy tylko nasza budowla zaczęła robić się prawdziwa i z ziemi wyrosły drzewa, usłyszałyśmy bardzo blisko siebie niskie, gardłowe pomruki zwierząt. No tak. Byłyśmy pośrodku zagrody potężnych, rogatych zwierząt, które przyglądały się nam lekko zdziwione, ale nie podchodziły do nas. W pewnym momencie rozległ się pomruk grubszy od poprzednich, a stado rozstąpiło się robiąc przejście dla.. Króla! Żubr w kłębie (to znaczy w tej przedniej części żubra) był o wiele wyższy ode mnie. Gdyby tylko chciał, mógłby mnie i Ritę wziąć na rogi i ponieść dokąd chce.

– Wiwiwitttaj… – wyjąkałam – Krókrókróllllu… Jestem Goszajka, a to Riciula Spryciula
Rita bardzo przestraszona dygnęła lekko. Wtedy wielka, ciemna morda żubra złagodniała, a w jego oczach (pięknych oczach) pojawiła się dostojna życzliwość.
– Witajcie – przemówił – jestem … Król Czcibor. Witajcie w mojej posiadłości.
– Wybacz, Królu, że tak bez zapowiedzi… – odrzekłam – Czy Twoim królestwem jest tylko ten skrawek lasu?
– Skądże! Nocą, gdy już wszyscy turyści opuszczają park i okolice, nasz opiekun wypuszcza nas do lasu. Żebyś ty słyszała ten tętent kopyt. Biegniemy w las nie tylko my, ale i daniele z zagrody obok.
– I wracacie tu potem? Jak trafiacie po ciemku? Macie jakąś nawigację, jak mój tata w komórce? – odezwała się już bez strachu Riciula Spryciula, która zawsze zadaje praktyczne pytania.
– Szczerze mówiąc nie wiem co to jest nawigacja. Nigdy jej nie jadłem. W każdym razie nasz opiekun woła nas stukając wielkim kijem w wodopój. Potem chowa się za bramą, żebyśmy go nie stratowali, czeka aż wbiegniemy do swojego domostwa i zamyka bramę. Ale nie czuję się tu uwięziony. Żyję spokojnie i bezpiecznie. Potem śpimy sobie już do świtu. Jeśli maluchy nie chcą spać, wtedy żubrowe mamy śpiewają im taką oto kołysankę.

„W leśnej głuszy krążą sny
Kto wnet zaśnie jak nie ty
Śpij żuberku
Na kuperku
Tata chrapie, ziemia drży.”

Siedziałyśmy z Ritą na ziemi zasłuchane i zauroczone zacnością Króla, aż poczułyśmy zapach drożdżowego ciasta. Czyżby żubrowe mamy potrafiły piec drożdżaki z kruszonką? Niestety (lub stety) nie. To była sprawka mojej mamy. Zapach przyciągnął nas z powrotem między klocki, na podłogę w moim pokoju. Rita była zachwycona przygodą. I nawet zgłodniała w tym lesie, bo jak na ogół mało je, to tym razem poprosiła o dwie dokładki ciasta i dolewkę kakao. Próbowała nawet mówić takim grubym głosem, jak Król Puszczy: „poooooprooooszę kakaaaaaoooo”. Spróbujcie i wy. Ciekawe kto powie grubiej. Tata, mama czy ty.

 

  1 comment for “Odcinek 3 (28) – O Królu Puszczy, leśnej pieśni i placku z kruszonką

  1. AS
    9 października 2017 at 18:56

    Dziękujemy 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *