Odcinek 2 (27) – O załodze ISS, pączkach w kosmosie i myszach astronautkach.

Myślicie czasem o nich? Kilka osób najdalej od swoich domów ze wszystkich ludzi! Mówię oczywiście o załodze Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Okrąża ona naszą planetę raz za razem w ciągu 90 minut (tyle siedzimy w kinie – o ile nie ma za dużo reklam). Załoga co jakiś czas się wymienia, ale tak czy owak spędzają tam nawet całe miesiące. Patrzą na naszą planetę przez okno, tak jak ja wyglądam sobie na podwórko. Tylko że ja mogę sobie na to podwórko wyjść. Oni w grubych kombinezonach jak białe balony na sznurkach wychodzą rzadko. Najczęściej po to, żeby coś naprawić. No, ale widok za oknem mają… kosmiczny, prawda? Nasza planeta ma przecież tak piękne kolory! Jednak czasem muszą też patrzeć jak się tworzą i poruszają straszliwe huragany. Nie zawsze więc widoki Ziemi są dla nich radosne.

Mój Tata lubi polować na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Gdy wie, że będzie ona dobrze widoczna, siadamy wieczorem na balkonie, a gdy przelatuje, machamy załodze. Kiedyś z Tatą tak świetnie mi się gadało, że ani się obejrzeliśmy, a minęło półtorej godziny i znowu mogliśmy pomachać. Przed trzecim okrążeniem niestety już spałam. Pomyślałam, że choć można sobie popatrzeć na przelatującą Stację, a nawet oglądać przesyłane przez jej załogę obrazy na komputerze, byłoby świetnie, ale to po prostu świetnie, wybrać się w odwiedziny do tej dzielnej, kosmicznej drużyny. Słyszeliście, że kiedyś jeden z astronautów zamówił pizzę na orbitę?! Niestety – nie dostarczono jej. Na ulotce pizzerii było wyraźnie napisane, że dostawa jest tylko w promieniu pięciu kilometrów.

Ta przygoda z pizzą dała mi do myślenia. Zapytałam Taty czy oni tam mają piekarnię albo chociaż cukiernię. Okazało się, że niestety ani jedno ani drugie. Na Międzynarodową Stację Kosmiczną docierają bezzałogowe statki z ekwipunkiem: zapasami jedzenia, tlenu, a także z miłymi paczkami od najbliższych. W paczuszkach są także papierowe listy. Wiem, bo Tata mi czytał niedawno na dobranoc pamiętnik jednego z astronautów. Choć bliscy mogą korespondować z załogą mailowo to jednak papierowy list, który dociera na ISS, jest prawdziwym skarbem. Pomyślałam sobie, że zbuduję z moich klocków taki statek dostawczy, ale oczywiście załogowy, bo jeszcze ja do niego wskoczę. Wezmę świeże pączki dla astronautów. Zdziwią się pewnie, że mają gościa. Niespodziewane pukanie do drzwi – w kosmosie to musi być naprawdę niespodzianka. Kapsuła z moich niezwykłych klocków dotrze tam raz dwa. Tak szybko, że pączki będą jeszcze ciepłe. Transport ich kapsułami nie gwarantowałby aż takiej świeżości pączków. Aż dziw, że Instytut NASA jeszcze ze mną nie współpracuje.
Brakowało mi trochę Rity, która miała mnie odwiedzić, ale się przeziębiła. (Napisała mi widomość sznurkową pocztą). Wybudowałam więc piękną kapsułę wokół siebie i pudełka pączków (też klockowych). Przypominała batyskaf, który zrobiłam jakiś czas temu. Pamiętacie? Przykryłam ją tylko srebrną folią aluminiową, żeby zakryć górę no i po prostu po to, żeby kapsuła była lśniąca. (Batyskaf był przykryty miską). Nie zdążyłam się wygodnie usadowić, gdy wnet wszystko zaczęło wyglądać – jak to mówią dorośli – całkiem profesjonalnie. Ścianki klocków zniknęły, a przede mną oraz na suficie pojawiło się sporo przycisków i mierników. I już po chwili, szybciej niż przypuszczałam, z komputera pokładowego usłyszałam głos:

– Tu Międzynarodowa Stacja Kosmiczna. Mamy łączność? Jesteśmy zaniepokojeni zbyt bliską odległością niezidentyfikowanego statku załogowego. Jesteście z Chin?
– Tu Goszajkowa Przesyłka Kosmiczna, ha ha! Doganiam Was. Mam dla Was pączki.
– Czyżby nam tlen uchodził i mamy jakieś zwidy i przesłyszenia? Leci do nas dziewczynka z pączkami? Halo! – astronauta był wyraźnie zaniepokojony.
– Nic wam się nie zdaje. Leci Goszajka. Szkoda, że nie czujecie jeszcze zapachu pączków.
– Halo Goszajka. Musisz wyhamować. My z bezpiecznej odległości wyciągniemy po ciebie specjalne ramię i powolutku przyciągniemy do Stacji. Wszelkie gwałtowne ruchy są śmiertelnie niebezpieczne. Czy mnie słyszysz?
– Słyszę. Wyłączam silniki, znajduję się 12 kilometrów od Was i spokojnie czekam. Ale na waszym miejscu bym się pospieszyła. Kiedy ostatnio jedliście pączki z różą?

Nie powiem, troszkę to trwało. Stopniowo pozwalali mi się przybliżać do Stacji. Zdążyłam nawet zjeść jednego pączka i w zupełnej ciszy popatrzeć przez małe okienko statku na kosmos. Jest… zachwycający. Na Ziemi brakuje słów, by opisać piękno nieba…

W końcu mój statek został przyciągnięty do Stacji i po skomplikowanych procedurach weszłam na pokład ISS. Załoga nie mogła uwierzyć, że taka dziewczynka jak ja sama trafiła do nich w gości. Na ich miejscu bardziej dziwiłabym się tym, że nie zjadłam wszystkich pączków. A wiecie co się stało, gdy otworzyłam pudełko? Jak myślicie? No tak… Bez grawitacji wszystkie pączki wyfrunęły i musieliśmy je łapać. To była świetna zabawa. Amerykanin zremisował z Rosjaninem i mieli po trzy. Reszta złapała po dwa albo po jednym. Pączkowa zabawa to nie wszystko. Mogłam się także przekonać jak niezwykłe życie prowadzi tam załoga. Ile eksperymentów przeprowadzają. Często na samych sobie. Mają też zaprzyjaźnione myszy. Jeden z badaczy sprawdza jak ich kości zachowują się przy braku grawitacji. Dałam myszom jednego pączka – mam nadzieję, że to nie wpłynie na wyniki badań. Mogłam też wejść do małego laboratorium, w którym hoduje się ciekawe rośliny. Chciałam dowiedzieć się jeszcze więcej, ale mama wpadła do mojego pokoju z odkurzaczem i powiedziała, że takiego kosmicznego bałaganu to jeszcze nie widziała. Ech. To było zbyt gwałtowne lądowanie i powiem wam, że nawet popsuł mi się humor. Odzyskałam go dopiero przy obiedzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *