Odcinek 25: Jak wybudowałam wieżę ponad chmury – część 2

Wyskoczyłam na płaski dach wieży, otoczony blankami. Nie, nie chodzi mi o koleżanki o imieniu Blanka, tylko takie coś, czym kończą się na górze mury zamku. Niepewnie podeszłam do krawędzi i wychyliłam się. Gdy spojrzałam w dół, zakręciło mi się w głowie. Podniosłam więc wzrok i w oddali ujrzałam mały, czarny punkcik. Jaskółka? Chyba nie. Zmrużyłam oczy. Punkcik rósł z każdą chwilą, aż w końcu zobaczyłam wyraźnie: w moją stronę zbliżał się paskudny, czarny smok. Miał czerwone oczy, skrzydła jak wielki nietoperz i szpony o jakich czyta się w najgorszych baśniach. Leciał prosto na mnie i byłam przekonana, że chce mnie pożreć.

Nogi miałam jak z waty, więc postanowiłam schować się za blanki i na czworaka dotrzeć do windy, ale ona zniknęła tak samo nagle, jak się pojawiła. Zaczęłam więc gorączkowo rozglądać się za wejściem na te schody, po których nie chciało mi się iść. Dotykałam każdego klocka, pukałam, wkładałam palce w szczeliny, w nadziei, że znajdę jakieś tajne przejście. „Przecież musi być gdzieś wyjście” – pomyślałam bliska płaczu, ale żadnego otworu, żadnej klapy w dachu nie było. Wyjrzałam na chwilę czy z wieży nie prowadzi jakaś kładka, lecz zamiast niej moim oczom ukazał się obrzydliwy, czarny smok.

– Smok! Ratunku! – krzyknęłam, choć nie sądziłam, że ktoś mnie tu usłyszy. I wtedy, niespodzianie tuż za nim pojawiły się dwa inne punkciki, które zbliżały się o wiele szybciej niż smok i nabierały kolorów tak szybko jak fajerwerki. Nie uwierzycie kto to był. Ja w każdym razie nie mogłam. Od strony słońca mknęli moi rodzice. Mama z patelnią do naleśników w ręku oraz tata z jego ulubioną rakietą tenisową.
– Hej! – krzyknął Tata. Tymczasem smok łopotał już nade mną, rycząc bardzo głośno, jakby cieszył się, że znalazł łatwy łup. Pewnie dlatego nie usłyszał ostrzeżenia mojego taty. Wtedy rozległo się potężne, jakby wypełniające całe, ale to całe powietrze, niesamowite: HEEEEEJ! ZOSTAW JĄ W SPOKOJU!!! Miałam wrażenie, że na chwilę wszystko się zatrzymało. Jak w czasie oglądania filmu, gdy wciśnie się PAUZA.

Prawdę mówiąc do tych pokrzykiwań tata miał wprawę, bo zawsze jak mija nas ryczący motor ze strzelającą rurą wydechową to tata też za nim krzyczy pukając się w głowę. Niestety jego krzyk zagłuszają już wtedy alarmy zaparkowanych samochodów, które uruchomił ryk pędzącej bestii. Ale o czym ja teraz opowiadam?! Wracajmy do smoka. Ten zareagował w końcu na głos taty i obejrzał się. Zdaje się, że kolorowe płaszcze rodziców podziałały mu na nerwy. Czułam, że zbiera się, by plunąć w nich ogniem. Już ze świstem nabierał powietrza, już rozpalał wnętrzności, gdy nagle tata wystrzelił w jego stronę piłkę tenisową i trafił w prawe oko. Smok nie zdążył się jednak wściec, bo niemal w tym samym momencie mama walnęła go patelnią w ogon. To był taki cios, że aż iskry poszły. Smok zaskowyczał. Nie wiem czy wiecie, ale dla smoka ogon jest tak samo ważny do latania, jak skrzydła. To jego ster. Bez niego nie może już kierować swoim lotem. Po patelnianym ciosie od mamy, smok wsadził sobie ogon do paszczy, jakby chciał go pociumkać. Śmiesznie wyszło. Smok ze smoczkiem z ogona. Gdy tylko to zrobił, od razu stracił równowagę. Zupełnie zdezorientowany zwinął skrzydła i niczym wielka czarna kula, zaczął szybko spadać w dół prosto na mnie. Tata w mgnieniu oka zaserwował nim jednak tak mocno, jakby chciał pobić rekord olimpijski w wybijaniu piłki poza boisko. Chyba jest taki sport, prawda? Koledzy na podwórku grają w to cały czas. Nieźle im nawet idzie. Piłka smokowa poleciała w każdym razie tak szybko, że wcale bym się nie zdziwiła, gdyby smok stał się w ten sposób pierwszym gościem na słońcu. Tymczasem rodzice z uśmiechami lądowali tuż obok mnie, a ich kolorowe spadochrony z płaszczy powoli traciły wypukły od powietrza kształt i opadały na nas łagodnie. Wszyscy troje znaleźliśmy się pod kolorowym, przytulnym przykryciem.

– Co wy tu robicie? – zapytałam.
– Przylecieliśmy ci na pomoc. – odpowiedzieli jednocześnie.
Tata podniósł ręce do góry unosząc płachty. Zaczepił je na specjalnych uchwytach, jakby znał tajniki wieży od lat, podciągnął sznur i nagle ich płaszcze zamieniły się w przepiękny namiot. Przez chwilę miałam wrażenie, że namiot zrobiony jest z naszych starych piknikowych koców, z których tata latem budował mi na balkonie kryjówki.
– Jesteś już bezpieczna. Smok odleciał i możemy sobie spokojnie posiedzieć w naszym namiocie i pograć w karty.
– A wieża? – zapytałam. – Nie jesteście zdziwieni, czy coś?
– Wieża? – zapytała się mama. – Stoi jak stała, mam nadzieję – wyjrzała z namiotu i…:
– O rety! – krzyknęła zaskoczona.
Wtedy wyjrzał Tata i też krzyknął ze zdziwieniem. W końcu i ja się przecisnęłam do wyjścia. Nasz namiot stał na leśnej polanie – wszystkie klocki, tzn. pozostałości wieży, zamieniały się na naszych oczach w drzewa, a sam dywan w cudowną, trochę wilgotną od rosy trawę.
– A tam rosną grzyby! – zawołała mama.

Uśmiechnęłam się. Nareszcie mi uwierzyli i zobaczyli cuda na własne oczy. A może wierzyli cały czas, lecz nie mieli już czasu, by znowu cieszyć się ich odkrywaniem. Bo jakim cudem uratowali mnie od smoka? Już sama nie wiem, co o tym myśleć. Spojrzałam na nich, jak biegają po lesie, ganiając się w berka, a ja wzięłam do ręki mój ulubiony klocek z królikiem i szepnęłam: „Dziękuję. Do zobaczenia” – i pobiegłam dołączyć się do moich szalonych rodziców.

Opowiedziałam Wam chyba wszystkie przygody, jakie przeżyłam do tej pory. Ale jestem pewna, że to nie koniec. To co – budujemy?

  5 comments for “Odcinek 25: Jak wybudowałam wieżę ponad chmury – część 2

  1. Alicja
    22 września 2017 at 21:31

    Dla mnie fantastyczne opowiadania!szkoda że tak późno je odkryłam.

  2. 22 września 2017 at 19:34

    Naprawdę super bajki, mało ‚trudnych’ słów oraz szybkie tempo akcji sprawiają że zasłuchane dziecko elegancko i szybciutko przenosi się w kraine snów ..
    ..a następnego dnia nie pamięta nic, więc tą samą bajkę można czytać wielokrotnie 🙂

    Bardzo dziękuję za możliwość czytania nowych niesamowitych przygód rozwijających wyobraźnię dziecka. Fantazja to podstawa (ma być solidna jak fundamenty wieży:) !

    Pozdrawiam serdecznie Jakub- tata Alicji (z krainy czarów- Polski) prawie 5 lat

  3. AS
    24 sierpnia 2017 at 13:43

    Budujemy!

  4. wielbiciele Goszajki
    23 maja 2017 at 19:42

    Fantazja nie zna granic.Jednak na noc to zbyt ekstremalne.Dzieci zamiast zasnac – ze smiechu sie posiusialy😉.

    • 22 września 2017 at 19:40

      ..ja z kolei lekko zmiękczyłem(pominąłem slowa i/lub zastąpiłem) fagmenty o smoku żeby nie przestraszyć i nie rozbudzić zasypiającej już małej dziewczynki..
      ..w sumie to już chyba spała 🙂

      Pozdrawiam serdecznie – Jakub -tata Alicji

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *