Odcinek 23: Jak zbudowałam wulkan Eyjafjallajökull i spotkałam olbrzyma

Kolega mojego taty jest zdobywcą wulkanów. Rzadko nas odwiedza, ale jak już przyjdzie to na długo i zawsze ma coś niesamowitego do opowiedzenia. Pokazuje też zdjęcia z wypraw. Często można by sądzić, że robił sobie zdjęcia na księżycu. Wiem, co mówię, bo jak wiecie na księżycu to akurat byłam. Jednak te jego księżycowe krajobrazy ze zdjęć to wulkany i ich okolice, gdzie uwielbia podróżować.

Wulkany trzeba chyba naprawdę kochać, żeby chcieć po nich chodzić. Mi bardziej podobają się góry pełne lasów, potoków i jezior. Na większości zdjęć wujka tło było brązowo-czarno-szare. Jego opowieści słucham jednak zawsze z zainteresowaniem. Ma tyle przygód! Musi na przykład uważać gdzie zasypia podczas wyprawy, żeby nie zabrakło mu tlenu podczas snu, co może się zdarzyć w pobliżu niektórych kraterów. A mówi tak głośno, że nawet jak już idę spać, to słyszę jego opowieści jeszcze u siebie w pokoju. Ostatnio, gdy nas odwiedził i już wszystkim pokłoniłam się w pidżamie, mówiąc dobranoc, poszłam do pokoju, ale wcale nie wskoczyłam do łóżka. Musiałam wybudować wulkan z moich zaczarowanych klocków. To było silniejsze ode mnie.

Zrobiłam go z czarnych, szarych, białych i niebieskich klocków. Dla żartu trochę. A potem, gdy moja budowla jak zwykle zaczęła się zmieniać i rosnąć, zrobiło się bardzo zimno. Znalazłam się na jakimś odludziu zapatrzona w wysoką, lodową górę, która stała teraz nieco w oddali i miała takie kolory, jakich użyłam. Nagle ktoś szturchnął mnie w ramię. Nie było to niegrzeczne szturchnięcie. Odwróciłam się i zobaczyłam wielkiego, niezbyt urodziwego olbrzyma. Mimo swoich rozmiarów wydał mi się sympatyczny. I pewnie chwilę wcześniej chciał mnie delikatnie postukać w ramię, ale z jego grubymi paluchami było to niemożliwe.
– Jestem Goszajka. A ty?
– Jestem bohaterem islandzkich opowieści, przynajmniej tych najfajniejszych – powiedział z dumą. – Jestem olbrzymem. Nazywam się Bjarg. Ale w odróżnieniu od moich przodków i żyjących kuzynów jestem życzliwy ludziom i, że tak powiem, w miarę kumaty. Olbrzymy z islandzkich mitów są okropne… i niezbyt mądre – dodał ze smutkiem kręcąc zwieszoną głową.
– Islandzkich mitów? Jesteśmy na Islandii?
– Tak. Patrzysz przecież na jeden z islandzkich wulkanów, który jest ukryty w lodowcu. To szósty co do wielkości lodowiec Islandii. Nazywa się Eyjafjallajökull. Tak samo nazywają sam wulkan. Kilka lat temu coś chyba wpadło mu do nosa, bo bardzo mocno kichnął, tzn. – jak to mówią ludzie – wybuchł. Zobacz. Od tamtej strony można się było na niego wspinać. Mógłbym cię wziąć na barana i zanieść na szczyt, ale teraz nie ma tam wejścia, bo droga została zniszczona podczas wybuchu. Roztopił się też kawałek lodowca. Nikomu się nic nie stało, bo jak widzisz to jest odludzie. Tylko pokrzyżowały się plany wielu podróżnych w Europie, bo samoloty nie mogły latać przez ogromne ilości pyłu wulkanicznego, które wystrzeliły z Eyjafjallajökull.
– Chyba nie powtórzę nazwy tego wulkanu.
– Nazwa jest bardzo prosta. Składa się z trzech słów. Eyja, Fjalla i Jökull. Gdy będziesz je rozumiała, na pewno zapamiętasz nazwę i będziesz mogła ją swobodnie wymawiać.
– Przetłumaczysz mi te trzy słowa?
– Nawet lepiej! Ty sama odgadniesz ich znaczenie. Zgoda?
– Zgoda!
– W takim razie uwaga: zagadka pierwsza.
„Eyja oznacza ląd pośród wody
Syreny o nich śpiewają ody”
– Wyspa! – wykrzyknęłam, bo przecież niedawno widziałam się z syrenami i wiem o czym śpiewają.

– Dobrze. Zagadka druga.
„Fjalla z ziemi wyrasta,
Czasami przysłoni ją chmura.
Zagadka to chyba prosta.
Czy wiesz już co to? To…”
– Góra! – zawołałam.

– Świetnie. I zagadka trzecia.
„Niektórzy się po nich wspinają,
Lecz nikt nie wypasa tam owiec.
Jest zimny, twardy i śliski.
To oczywiście…
– Lodowiec!

– Zgadłaś – powiedział Olbrzym i chciał mi przybić piąteczkę, ale ja nie wyciągnęłam dłoni, bo bałam się, że jego piąteczka wystrzeli mnie w kosmos, albo przewróci i będzie bolało.

Nie pamiętam kiedy wulkan zamienił się znowu w klocki. I jak trafiłam do łóżka. Przeniósł mnie do niego Bjarg czy tata? Gdy się obudziłam rano, klocki były rozsypane po podłodze – widocznie ktoś się potknął o Eyjafjallajökull.

Odcinek dedykowany Emilowi 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *