Odcinek 22: Jak zbudowałam syrenie skały i zagrałam na muszli

Moja ciocia przysłała zdjęcie z Portugalii. Siedzi na nim na skałach i patrzy na ocean. Wygląda jak syrena. Nogi na zdjęciu ma spuszczone za kamieniem i kto wie – może już się zamieniły w syreni ogon? No dobrze. Wiem, że to niemożliwe. Ciocia to ciocia. Ale spotkać syreny? Bardzo bym chciała!

Wybudować z zaczarowanych klocków przybrzeżne skały, na których mogą przysiąść syreny to nie kłopot. Usypałam po prostu podłużną górę z mniejszych klocków – wiele się przy tym nie napracowałam. Ich kanty sterczały w różne strony, co zdecydowanie przypominało skały ze zdjęcia cioci. Byłam zadowolona z efektu, jednak budowla nie chciała urosnąć jak to zwykle bywa, gdy kładę ostatni klocek. Widocznie czegoś brakowało. Dołożyłam więc jeszcze luzem kilka klocków po jednej stronie długiego usypiska. To miały być głazy wystające z wody. I wtedy zadziałało! Poczułam zapach oceanu (nigdy nie byłam nad oceanem, ale przypuszczam, że pachnie podobnie jak morze), moje włosy rozwiał przyjemny morski wiatr i wtedy zobaczyłam: kilkanaście syren siedziało sobie na moich skałach. Chciałam podejść bliżej. W większości legend i bajek nie wolno się do nich zbliżać, choćby kusiły pięknym śpiewem. Ale to była moja bajka i nie bałam się ani trochę. Pokonywałam ostre kamienie powoli, bo były trochę śliskie od wilgoci, a nie chciałam chlupnąć do wody.

– Witajcie! – zawołałam pod wiatr, więc nie usłyszały. Podeszłam jeszcze bliżej. – Witajcie!
Wtedy odwróciły głowy w moją stronę. Ależ one były piękne! Miały włosy w różnych odcieniach niebieskiego i zieleni. Mała syrenka na rękach mamy miała słodkie seledynowe warkoczyki.
– Jestem Goszajka. Bardzo chciałam was poznać – powiedziałam prosto z mostu. Tak się mówi „prosto z mostu”. Rozumiecie – mostu tam przecież nie było.
– Miło nam – odezwała się mama małej syrenki. Usiądź. Niedługo będziemy sobie całą rodziną śpiewać. To znaczy panowie są na podwodnej wycieczce, a my sobie tradycyjnie w tym czasie siedzimy na skałach i śpiewamy.
– Niektórzy twierdzą, że słuchanie waszych głosów jest niebezpieczne. Wabicie pieśniami marynarzy, oni przybijają do brzegu a wtedy wy… cap i…
– Och tylko nie opowiadaj tych okropności przy dzieciach! – przerwała mama małej syrenki – Co za niedorzeczności.
– Słyszałam też – wtrąciła starsza syrena z lekko siwymi włosami – że w waszych baśniach syreny zawsze są młode. Jakby nie było wśród nas ani jednej babci.
– Faktycznie. To prawda – musiałam przyznać. – To zupełnie jak z okładkami czasopism w kioskach. Widzę tam zawsze tylko młode twarze. Jakby zmarszczki były czymś brzydkim. A ja uważam, że moja babcia jest bardzo ładna i nadaje się na okładki.

Syreny chyba nie do końca rozumiały o czym mówię. Widocznie nie mają swoich czasopism. Zamilkłam trochę nieporadnie, usiadłam na dużym kamieniu i nie pozostawało mi nic innego jak zasłuchać się w ich pieśń, którą śpiewały cudownie na wiele głosów. Była to pieśń bez słów z melodią tak dziwną i zaskakującą, że nie nudziłam się nią, choć była bardzo długa. Dwie syreny, chyba siostry, grały na muszlach, a mała syrenka z seledynowymi warkoczykami stukała małymi kamykami do rytmu. I dla mnie też znalazła się muszla. Początkowo nie mogłam z niej wydobyć żadnego dźwięku – poza takim, jak wydaje balon, z którego wypuszcza się powietrze – ale w końcu się udało. Najciekawsze, że gdy syreny zaczęły swój koncert, wiatr zmienił kierunek i wiał teraz od lądu do morza a każda zwrotka zamieniała się w piękne żaglowce, wielkie bitwy, podmorskie ogrody, koncerty ptaków a nawet taniec delfinów.

Gdy moja mama weszła do pokoju, podobno nadal siedziałam wpatrzona w okno i śpiewałam sobie coś pod nosem. Byłam jak we śnie. Mama twierdzi, że gdy spojrzała mi w oczy zobaczyła morze. – A włosy to już na pewno czesał ci wiatr – dodała czochrając mnie z tyłu głowy, tak jak lubię.
Obawiam się, że ta opowieść mogła nie być ciekawa dla niektórych chłopców, ale nie martwcie się – następna zaciekawi wszystkich. Tak myślę.
Gdy po opuszczeniu syrenich skał sprzątałam klocki do skrzyń i walizek, już wiedziałam co wybuduję następnego dnia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *