Odcinek 21: Jak trafiłam na Wyspę Wielkanocną i spotkałam Vakai

Do wczoraj byłam pewna, że Polinezja to imię dla klaczy. Moja koleżanka jeździ co sobotę na Polinezji i dużo o niej opowiada. Ale gdy trafiłam na Wyspę Wielkanocną i poznałam małą Vakai, dowiedziałam się o Polinezji ciut więcej.

Budowałam z klocków. Tak zaczyna się większość moich opowieści – jeszcze wam się to nie znudziło? Tym razem postawiłam obok siebie z czarnych i ciemnoszarych klocków wielkie twarze. Tata wspominał mi o Wyspie Wielkanocnej, gdzie stoi 887 takich dziwnych rzeźb i do dziś nie wiadomo co one symbolizują, w jakim celu je postawiono, jakim sposobem przeciągano te olbrzymy oraz, co bardzo tajemnicze, dlaczego ich budowa nagle została przerwana. Jakby wszyscy, którzy się tym zajmowali, nagle porzucili pracę i uciekli. Mi udało się postawić tylko dwadzieścia takich posągów, gdy nagle jeden za drugim zaczęły przybierać monstrualne rozmiary. Czarnych, wielkich twarzy wciąż przybywało. Między nimi nie było już podłogi mojego pokoju, ale zielone, pagórkowate łąki. Głowa przede mną była olbrzymia. Stałam pod jej nosem naprawdę przerażona, bo nie spodziewałam się, że posągi będą aż tak duże, aż tak ciemne i aż tak dziwne. A dziwne rzeczy są czasem straszniejsze od strasznych. Tak sobie wtedy pomyślałam.

– Cześć! – usłyszałam miły głosik. Spojrzałam na usta posągu, czy to nie z nich doszło mnie powitanie, ale głos zupełnie nie pasował do tej wielkiej twarzy. Za to zza posągu wyskoczyła śliczna, na pewno młodsza ode mnie dziewczynka. Miała czarne, falowane włosy i kolorowy kwiat wpięty za uchem. Kiedy się uśmiechała w jej policzkach robiły się dwa słodkie dołeczki. Od razu zrobiło mi się raźniej.

– Cześć! Odpowiedziałam. Jestem Goszajka.

– A ja Vakai. Patrzysz na posągi Moai? Mi się już trochę znudziły. Pokolorowałabym je trochę. Kwiatki bym im poukładała na nosach. Ale to zabytki. Nie można.

– A dlaczego są takie ciemne? – spytałam już chichocząc na myśl o ukwieconych nosach.

– Bo są wyżłobione w tufie wulkanicznym.

– W pufie?

– T-u-f-i-e. Nawet Vakai to wie. Ten ma 6 metrów wysokości i podobno waży tyle co kilka słoni. Trochę się namęczyli, żeby go tu przytaszczyć. A wiesz, nie było wtedy super maszyn. Te twarze są bardzo, bardzo stare. I nawet my nie jesteśmy pewni co one symbolizowały. Czy to pomniki przodków czy to wyobrażenia bóstw…

– Powiedziałaś, że wy nie jesteście pewni. Wy to znaczy kto?

– Bardzo nas już mało. Ale my to plemię Rapa Nui. Rdzenni mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej, która należy do Polinezji. Teraz mieszkają tu tez inni Polinezyjczycy, no ale my to my – powiedziała z dumą. –  Wiesz co to Polinezja? – zaszczebiotała mała mądrala.

– Nie wiem… – odpowiedziałam troszkę zawstydzona, choć przecież nie muszę wiedzieć wszystkiego. Nawet jeśli to wie taka mała dziewczynka z drugiego końca świata.

I wtedy właśnie się dowiedziałam, że Polinezja oznacza „liczne wyspy”, które znajdują się w środkowej części Oceanu Spokojnego. Innymi słowy to wschodnia część Oceanii. Jedną z wysp Polinezji jest Wyspa Wielkanocna. Ta wyspa jest bardzo daleko od innych wysp i lądów, a jednak jest zamieszkała. To niesamowite! No i jeszcze te tajemnicze głowy ze skał wulkanicznych. Podobno jakiś czas temu odkryto, że głowy to tylko wierzchołki figur ustawionych głęboko w ziemi. Ileż niezwykłości jest na świecie i o ilu jeszcze nie mamy najmniejszego pojęcia!

– A powiedz mi, Vakai, dlaczego ta wyspa nazywa się Wielkanocna?

– A, bo została odkryta właśnie w niedzielę wielkanocną, 5 kwietnia 1722 roku. W dodatku rankiem. Dokonał tego holenderski podróżnik Jacob Roggeveen.

– No tak. Poranki wielkanocne są zaskakujące. – wtrąciłam.

– Goszajko, mogłabym ci jeszcze wiele opowiadać o tym jak się tu mieszka i jak zmienne losy – smutne i radosne – dotykały mieszkańców tej wyspy, ale spieszę się na rodzinny obiad. Czy spotkamy się jeszcze? Będziesz tutaj dłużej?

Niestety nie zdążyłam odpowiedzieć. Głowa jednego Moai nagle zadrżała, przekrzywiła się i runęła, a zaraz za nią inne, jak kostki domina. Oho, mój mały brat cioteczny przyszedł do nas na świąteczny obiad i jak zwykle wparował jak burza do mojego pokoju. I zanim powiedział „cześć” Wyspa Wielkanocna zniknęła. Muszę tam jednak wrócić, odnaleźć Vakai i dowiedzieć się więcej o tym odległym zakątku świata.

  3 comments for “Odcinek 21: Jak trafiłam na Wyspę Wielkanocną i spotkałam Vakai

  1. Juki
    26 czerwca 2017 at 19:13

    Czytamy na wakacjach kolejne bajki i bardzo je lubimy. Bardzo się cieszę, że je znalazłyśmy. Mądre, ciekawe i pobudzające wyobraźnię. Mamy też😊. Z utęsknieniem czekamy na dalszy ciąg.

  2. Syl
    26 kwietnia 2017 at 19:12

    Wlasnie takich bajek szukalam: cieplych ale i madrych, ktore zostawia w mlodym mozgu pare fajnych informacji o zyciu, swiecie czy byciu…ciesze sie ze tu trafilam…gratuluje talentu i pozdrawiam

    • Autorka
      26 kwietnia 2017 at 20:37

      Dziękuję za miłe słowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *