Odcinek 19: Jak zbudowałam bajeczne biurko i powstało arcydzieło na lodówkę

Czy znacie bajkę pt.: „Stoliczku nakryj się”? To jedna z moich ulubionych. Nieraz myślałam jak by to było cudownie mieć taki stolik. Mama nie musiałaby gotować a i tak codziennie jedlibyśmy pyszne obiady. Na pewno też częściej wpadaliby niezapowiedziani goście. Takich lubię najbardziej – zdaje się, że w przeciwieństwie do mojej mamy. Jeździłabym z tym stoliczkiem po całym świecie, żeby rozdawać jedzenie wszystkim głodnym. Wystarczyłoby powiedzieć, jak w tej bajce, „stoliczku nakryj się”, a on natychmiast by się zastawił pysznościami. Tym razem coś jednak poszło nie tak.

Tyle już niesamowitych rzeczy zbudowałam z moich zaczarowanych klocków, że cóż to dla mnie zbudować stół?! Myliłam się jednak. Nie mam do końca władzy nad tym co powstanie. Moje klocki zrobiły trochę po swojemu i zamiast bajecznego stoliczka powstało… bajeczne biurko. Jak zwykle… O nie! Czy ja powiedziałam „jak zwykle”? Czy wszystkie niezwykłe rzeczy w końcu staja się zwykłe? Cofam to słowo! A zatem, gdy kładłam ostatni klocek, moja budowla urosła. Skąd wiem, że to było biurko a nie jakiś dziwny stół? Po prostu zamiast czterech nóg miało dwie ścianki. Jego blat był dosyć długi, a pod nim wystawała – bardzo zachęcająco – rączka od szuflady. Kiedy jednak za nią pociągnęłam, okazało się, że szuflada jest pusta. Dobudowałam krzesło, usiadłam przy biureczku i pogłaskałam je po blacie. No cóż. Uczty dziś nie będzie. Gdy przez moją głowę przeszła ta trochę smutna myśl, zaraz zrobiło się miejsce na myśl weselszą. Jeśli to jest zaczarowane biurko to może i na nie działa bajkowe zaklęcie.

– Biureczko nakryj się! – zawołałam, choć przecież raczej się tak nie mówi. A jednak zadziałało! Wnet pojawiła się na nim ochronna podkładka a do tego całe mnóstwo zupełnie nowiusieńkich rzeczy, jakby ciężarówka prosto ze sklepu papierniczego dowiozła świeże towary. Gruby, duży szkicownik, ołówki różnej grubości i twardości, kredki pastelowe i akwarelowe, różnego rodzaju farby, pędzelki, flamastry i cienkopisy. Nawet brokatowe długopisy żelowe, a także klej, nożyczki, ozdobne taśmy i dziurkacze tuż obok kolorowego papieru. Wszystko było nowiusieńkie.

Może przy okazji do czegoś wam się przyznam. Są trzy sklepy, których zapachy wprost uwielbiam. Pierwszy to cukiernia ze świeżymi pączkami niedaleko naszego domu. Nazywa się „Bączek”. Drugi to księgarnia, a trzeci to właśnie sklep papierniczy. Nie wiem jak wy, ale ja uważam, że notesy, ozdobne zeszyty i kredki to są najlepsze prezenty na świecie. Możecie więc sobie wyobrazić jak bardzo ucieszył mnie ten kolorowy widok przede mną. Kiedy na biurku wszystko jest tak pięknie ułożone, od razu ma się więcej pomysłów, co narysować albo napisać. Przyznaję, że nie zawsze chce mi się sprzątać, ale jednak warto. To cudowne biureczko było tego najlepszym dowodem.

Tego dnia narysowałam dla rodziców stado kolorowych owiec, pasące się wśród kolorowych gór, traw, kwiatów i motyli. Okazało się, że kredki z zaczarowanego biurka nie tylko potrafią naśladować przeróżne odcienie barw, ale mają jeszcze jedną tajemnicę. Każdy, kto spojrzy na rysunek nimi namalowany, może się w tym rysunku zobaczyć a nawet poczuć to, na co patrzy. Wystarczy tylko, by w tej chwili akurat o tym marzył. Gdy moi rodzice spojrzeli na kartkę, na chwilę oniemieli, bo… zobaczyli i poczuli jak idą pośród tych owieczek i gór, trzymając się za ręce. Ja też to widziałam. To był fantastyczny widok. Po pewnym czasie zadzwonił telefon i tata poszedł go odebrać. Mama natomiast wróciła robić naleśniki. Wcześniej przyczepiła rysunek na naszej lodówce.
Wieczorem, przy kolacji rodzice jeszcze długo na niego patrzyli. Ja zresztą też. Zastanawiałam się czy zabrakło na nim jakiegoś koloru, który jest na świecie. Jeśli taki jest i o nim usłyszę, wyruszę, by go odnaleźć, zobaczyć i zapamiętać.

  1 comment for “Odcinek 19: Jak zbudowałam bajeczne biurko i powstało arcydzieło na lodówkę

  1. 6 kwietnia 2017 at 16:39

    Czasem zastanawiam się, co by było, gdybyśmy nigdy w swoim widzeniu świata, nie wydorośleli… . Gdybyśmy nadal – już jako dorośli – umieli dostrzec to wszystko, co nas otacza, zamiast jedynie to nazywać i przechodzić dalej. Tu nie wystarczy mieć dziecięce oczy. Tu potrzebne jest dziecięce serce – wrażliwe, kochające, ufne, przyjaźnie nastawione do świata.
    Może nic nie jest stracone? Może nie jest jeszcze za późno? Może wystarczy częściej zatrzymywać się tu, gdzie jesteśmy i naprawdę patrzeć – jak na rysunki namalowane kredkami z zaczarowanego biurka 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *