Odcinek 14: Jak zbudowałam bramę do baśni i odgadłam zagadki

Niektórzy układają książki na półce od najwyższej do najniższej. Ja układam kolorami. Żółte brzegi razem, zielone razem. Mnie się tak podoba. Książki wyglądają wtedy jak kolorowe góry. Tylko mama mówi, że są „niepoukładane”. No jak to nie, jak tak? Gdyby tylko mogła kiedyś zobaczyć to, co ja, zmieniłaby zdanie raz na zawsze.

Wiosenne porządki zaczęły się w ostatnią sobotę. Miałam zdjąć wszystkie książki z regału i dokładnie pościerać kurze. Mama dała mi psikacz do mebli i starą (na szczęście upraną) skarpetę taty do ścierania. Bardzo lubiłam tę skarpetę. Miała czekoladowy kolor i dużą dziurę. Tata mówił, że ta dziura pomaga oddychać palcom. Nie musiał mi zresztą tego wyjaśniać, bo to oczywiste. Wszystkie książki delikatnie ułożyłam w stosiki na podłodze, ale ponieważ, jak już wspomniałam, nie były ułożone od największej do najmniejszej, moje książkowe wieżyczki poprzewracały się, a książki rozsypały po całym pokoju. Zrobił się straszny, choć bardzo kolorowy bałagan. Zastanowiłam się (drapiąc po głowie jak czarodziej), co by to było, gdyby z tych książek wybiegli (a właściwie powypadali) ich bohaterowie, a potem nie wiedzieliby do której książki wrócić. Bajki by się pomieszały i nikt by nie wiedział jak się skończą. Żeby więc postacie nie rozpierzchły się gdzieś po kątach, zbudowałam wokół książek mur z drewnianych klocków ze specjalną bramą do Krainy Baśni. Gdy łuk bramy połączył dwa końce muru, ten od razu urósł, wzniósł się pod sufit, a potem sufit przemienił się w błękitne niebo. Przede mną znajdowała się potężna brama porośnięta nieco bluszczem, podobnie jak cały mur. Spróbowałam ją otworzyć, ale była chyba zaryglowana od środka. Tak to jest. Ja coś buduję, a klocki „doczarowują” swoje. Gdy już myślałam, że cały pomysł był klapą, a nawet próbowałam chwilę bez skutku wspinać się po bluszczu, na szczycie bramy usiadła sowa i ludzkim, choć nieco pohukującym głosem powiedziała krótki wiersz:

– Książki z półek pospadały
bajki im się pomieszały.
Śnieżkę znajdziesz w innym lesie,
babci w koszu obiad niesie.
A krasnale za chwil kilka
pokonają złego wilka.
Gdzie Kapturek – spytasz pewno?
On od dzisiaj jest królewną.
Śpiącą i w wysokiej wieży
w dobre serce Bestii wierzy.
Smok Wawelski jest na diecie
i wystąpił w kabarecie.
Jaś z Małgosią patrzą – chatka,
lecz nie jędzy, a Puchatka.
Jędza za to w ciemnym lochu
leży gdzieś na ziarnku grochu.
Trolla złego jest to wina,
że już w lampie nie ma dżina.
Pustą lampę wziął Alladyn
– sprzedał tanio świtem bladym.

A teraz trzy zagadki. Jeśli odpowiesz prawidłowo, otworzę bramę. Zgoda? – zapytała podnosząc swoje gęste brwi znad złotych oczu.
– Oczywiście! – podskoczyłam i klasnęłam w dłonie.
– Pierwsza zagadka. Co to za bajka?
„Po jeziorze smutny pływa, nie wie nikt jak się nazywa.
Więc wołają na zwierzątko… czy już wiesz?”
– Brzydkie Kaczątko! – zawołałam.
– Dobrze. Druga zagadka. Kto to taki?
„Poznasz po nosie, kiedy znów skłamie.
Może ci zmyśli, że mieszka w Tokio.
Drewniane oczy szerzej otworzy,
ale mu nie wierz, bo to…”
– Pinokio! – odkrzyknęłam zadzierając głowę. – Wiedziałam już po pierwszej linijce!
– Teraz najtrudniejsza zagadka, bo nie każdy o tej bajce słyszał.
„Bajka czy prawda, prawda czy bajka
Z klocków drewnianych tworzy…”
– Goszajka! To o mnie! No ale to w końcu bajka czy nie, bo już sama nie wiem?

Sowa nie ruszając się z miejsca sprawiła, że brama drgnęła i się otworzyła. O, znowu się zrymowało. Ale historia! Weszłam pewna, że zobaczę postacie z moich książek, wezmę autograf od Śpiącej królewny, przymierzę buty Kota w butach, może nawet pokonam smoka, ale… gdy tylko przeszłam przez bramę, czar prysnął. Mur zmniejszył się, a na środku mojego pokoju stała mama i już zbierała książki z podłogi.
– W takim tempie, panno Goszajko, nie posprzątasz do jutra – powiedziała.
Może myślicie, że było mi smutno, że nie zobaczyłam ogrodu i postaci z bajek, ale powiem wam, że ten dzień był naprawdę udany. Sprzątanie z mamą było całkiem wesołe. Najpierw zaczęłyśmy sobie opowiadać pomieszane bajki, np. „Roszpunka i czterdziestu rozbójników”, albo „Alicja w krainie kangurów”. Aż nas brzuchy ze śmiechu zaczęły boleć. Potem pogadałyśmy sobie jak psiapsiółki, a na koniec wybrałyśmy bajkę do czytania. Wprawdzie umiem już czytać, ale lubię, gdy wieczorem mama albo tata siadają przy mnie na łóżku i czytają mi na dobranoc. Goszajka, Goszajka, i prawda i bajka…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *