Odcinek 11: Jak zbudowałam szachownicę i stanęłam pomiędzy dwiema armiami

Mój dziadek uczy mnie grać w szachy. Umiem już ustawić figury i wiem jak się nimi poruszać. Szczerze mówiąc, wprowadziłabym do tej gry kilka zmian. Na przykład, żeby królówka mogła sobie chodzić gdzie chce, także ruchem konika, a następnie, żeby wszystkie figury i pionki mogły sobie pójść za królową. Dziadek powiedział, że kiedyś możemy tak zagrać i że to będzie najkrótsza rozgrywka, a przy okazji najbardziej szalona rzecz na jaką sobie kiedykolwiek pozwolił.

Do mojej ostatniej budowli zużyłam równo sześćdziesiąt cztery klocki. Czarne i białe układane rzędami po osiem. Domyślacie się co powstało? Jasne! Zdradziłam w tytule. Następnym razem będę ostrożniejsza. Gdy dołożyłam ostatni klocek do mojej szachownicy, ta poszerzyła się i wydłużyła, a po chwili… stałam w środku szczerego pola! Pod nogami miałam trawę i ziemię, tylko że jakby pomalowane na biało. Kawałek dalej zobaczyłam, że biel ucina się prostą krawędzią, za którą zaczyna się czarne pole. Tak! Wciąż stałam na szachownicy, tylko że ogromnej. Nagle usłyszałam nad sobą głos jakiegoś ptaka. Był to sokół, który krążył dość wysoko niczym zwiadowca. Zatoczył cztery koła. Śledziłam go, gdy zaczął obniżać lot. Po chwili wiedziałam dokąd zmierza. Przysiadł na ramieniu króla, który stał na skraju łąki tuż za rzędem rycerzy. Nie była to zbyt liczebna armia, ale wyglądała nieprzyjemnie. Trochę jak lśniąco białe zjawy. Ośmiu rycerzy, a za nimi król i królowa. Tego najbardziej nie rozumiem w szachach. Przecież kiedy król wyrusza na pole bitwy, królowa pozostaje w zamku lub chroni się w specjalnym miejscu. Tak czy owak na pewno nie ma jej na polu bitwy. A tu proszę. Po obu stronach pary królewskiej ustawili się posłańcy, obok konie i wieże na brzegach. Gdy tak stałam zwrócona do nich twarzą, nagle usłyszałam za swoimi plecami okropny jazgot. Nie musiałam się odwracać, by wiedzieć co to. Na drugi skraj łąki przybyła druga armia. Czarny płaszcz króla i czarny welon królowej powiewały złowrogo za rzędem ośmiu czarnych rycerzy. Po obu stronach króla i królowej stali czarni posłańcy, czarne konie i czarne wieże.

Najpierw usłyszałam pieśń białych rycerzy, którzy ruszyli pierwsi. Szczęk zbroi, uderzenia mieczem o tarczę i ta potężna pieśń. Poczułam ciarki na plecach. Po chwili, również z pieśnią na ustach, ruszyli czarni. A ja? Ja stałam pośrodku i nie miałam pojęcia co zrobić. Wiedziałam, że jeśli zaraz czegoś nie wymyślę, zginę marnie, zgnieciona tarczami, przebita mieczem lub staranowana przez konie. I wtedy sobie przypomniałam, że mam w kieszeni białą chusteczkę od babci. Podniosłam patyk, który upuścił pewnie jakiś lecący do gniazda ptak. Przywiązałam do patyka chusteczkę i zaczęłam tą „chorągiewką” wymachiwać. Podobno, gdy się potrzebuje pomocy lub gdy chce się poddać, dobrze jest machać białą płachtą. Moja mała chusteczka wyglądała jednak marnie. Przez głowę przeszła mi myśl, że powinnam pomachać białymi rajstopami. Zdecydowanie efektowniej falowałyby na wietrze. Jednak pozostałam przy niepozornej chorągiewce. Oczywiście nie machałam nią, by się poddać! Co to to nie! Po prostu postanowiłam zrobić cokolwiek, co może zatrzymać rycerzy. Szachowe armie były już bardzo blisko mnie. Królowie wymienili spojrzenia, kazali zrobić rycerzom przejście dla posłańców i wysłali ich do mnie. Ci przybliżyli się posuwistym, jakby jednym płynnym krokiem z ukosa i spojrzeli na mnie, wyraźnie oczekując, iż mam coś do powiedzenia.

– Widzę, że szykuje się bitwa. Czy mogę wiedzieć o co się poprztykaliście? – wydukałam.
– Ich król – zaczął biały posłaniec, wskazując podbródkiem na czarnego – uważa, że szachownica jest czarno-biała. Nasz król twierdzi, że jest biało-czarna i nie może znieść tej zniewagi.
– Ich król – odezwał się czarny posłaniec, wskazując podbródkiem na białego – uważa, że szachownica jest biało-czarna. Nasz król twierdzi, że jest – to przecież takie oczywiste – czarno-biała i nie może znieść tej zniewagi.
Nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać. Płakać mi się chciało, bo rycerze i królowie wyglądali bardzo groźnie. A śmiać, bo posłańcy mówili z tak ogromną powagą o tak śmiesznym problemie. Kiedy mój tata ogląda wiadomości to też często mówi, że nie wie czy śmiać się czy płakać.
– Szanowni posłańcy. Powróćcie do swoich panów, przekażcie im najserdeczniejsze pozdrowienia od Goszajki i powiedzcie tak: „Wojna nie jest potrzebna. Cały konflikt można rozwiązać pokojowo. Obydwaj królowie mają swoje racje i dlatego połowę szachownicy można uznać za biało-czarną a drugą połowę za czarno-białą. Nie trzeba chcieć więcej niż taka połowa, a jednocześnie można mieć wszystko. Czyż nie byłoby cudownie móc się zapraszać wzajemnie na wakacje? Czy wasze królowe nie chciałyby sobie zwyczajnie poplotkować i wymienić się na wzory do haftowania? A czy czarni rycerze nie chcieliby podjechać pod swoją wieżę na eleganckim białym rumaku i odwrotnie – czy biali rycerze nigdy nie marzyli o rasowym czarnym koniu wyścigowym?

Posłańcy wysłuchali mnie w milczeniu (choć widziałam, jak im się oczy zaświeciły na słowa o rumakach), po czym wrócili do swoich panów i przekazali im wiadomość. Królowie słuchali z pochylonymi głowami. Następnie podnieśli je i znów wymienili się spojrzeniami. Przez ich twarze przemknęło coś jakby uśmiech, a biały król zażądał pióra i kałamarza, po czym do szponów sokoła przyczepił szybko napisany liścik. Sokół przeleciał nade mną i przysiadł na ramieniu czarnego króla. Ten odczytał liścik, zażądał pióra i kałamarza i szybko coś odpisał. Co było w listach nie wiem. Ale gdy biały król odczytał odpowiedź, roześmiał się serdecznie, potem obaj do siebie pomachali i armie rozeszły się w dwie strony.

Usłyszałam głos dziadka. Leżałam znowu wśród moich klocków (a właściwie na nich), a dziadek uśmiechał się z zadowoleniem nad moją budowlą.
– Gramy dziś na szachownicy z klocków? – zapytał i przysiadł obok mnie na podłodze. W jednej kieszeni marynarki miał białe figury, a w drugiej czarne. Gdy je ustawił, powiedziałam, że dziś wybieram białe. Pobiegłam jeszcze do mojej półki z figurkami i sięgnęłam po sokoła. Wzięłam też kartkę i długopis. Dziś ja pokażę dziadkowi jak pięknie wszyscy mogą wygrać!

  1 comment for “Odcinek 11: Jak zbudowałam szachownicę i stanęłam pomiędzy dwiema armiami

  1. Kaj 4.5 roku z mamą
    25 lutego 2017 at 19:42

    Uwielbiamy Goszajkę.Czytamy razem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *