Odcinek 8: Noc w latarni morskiej i coś jakby cymbałki – część II

Zawsze marzyłam, by znaleźć taki właśnie skarb: butelka a w środku list. Byłam tak ciekawa przez kogo został napisany i co w nim jest (i oczywiście do kogo należy ta wstążka), że postanowiłam przeczytać go na miejscu. Na szczęście butelka nie miała korka, bo to była taka zakręcana – wiecie – jak po syropie malinowym.

Przeskoczyłam tylko kilka stopni do góry, żeby oddalić się troszeczkę od wody i znaleźć jakieś zaciszne miejsce. Usiadłam na kępie trawy za dużym kamieniem a moje przenośne światełko postawiłam obok. Odkręciłam szybko nakrętkę i wyjęłam zwiniętą w rulonik kartkę w kratkę. Poczułam lekki zawód, bo list w butelce powinien być napisany na pożółkłym starym papierze, jak to w morskich opowieściach. Musiał więc powstać bardzo niedawno. Pocieszała mnie tylko kapitańska wstążka. Ta była jak trzeba – granatowo-biało-czerwona z małą kotwicą na obu końcach. Ostrożnie ją rozplątałam i okręciłam wokół nadgarstka. W końcu rozwinęłam list i aż krzyknęłam z wrażenia:

 

– List od królika! – (Pamiętacie? Tego z zamku!) – Co on znów wymyślił?! – wyszeptałam i zaczęłam czytać:

„Ahoj, ahoj, ahoj! Trzymasz w rękach list od najdzielniejszego królika na ziemi. Płynę wraz z kuzynami (tak, tak, namówiłem ich, żeby się w końcu ruszyli z tej swojej klatki) w poszukiwaniu marchewkowej wyspy. Musisz bowiem wiedzieć, Drogi Odkrywco Listu Innego Niż Wszystkie, że w bajkach i legendach, które babcie króliczki opowiadają swoim króliczym wnukom, bardzo często jest mowa o marchewkowej wyspie. Podobno zielony koper wyrasta z niej pod samo niebo i kołysze się niczym palmy. Wprawdzie rosną na tej wyspie także mlecze (musisz wiedzieć, że króliki mają do nich słabość), ale jest ich znacznie mniej niż marchewek. Między łodygami kopru rozwieszone są hamaki (szczerze mówiąc nie wiem po co) i sznurki na bieliznę (jak poprzednio). Płyniemy więc i śpiewamy babcine kołysanki jako szanty:

„Hej, gdzie marchewkowa wyspa
Hej, tam bym się smacznie wyspał
Hej, gdzie koper sięga chmur
Czeka na mnie marchwi wór”.

Piszę ten list, bo mi się już trochę nudzi na okręcie. Wiatr porwał nam niestety karty, w które sobie do tej pory graliśmy. Pozdrawiam wszystkich miłośników przygód. Mam nadzieję, że wyspa jest niedaleko przed nami. Kapitan Królik Z Zakręconym Wąsem.

PS. nr 1. Proszę przekazać panu Stasiowi, by naszej ucieczki nie brał do siebie: Mamy wielkie marzenia, panie Stasiu, większe niż tylko dobrze przyprawiony pasztet, z którego pan słynie.
PS. nr 2. Ze wstążką rozstaję się nie bez żalu. Wygrałem ją w pojedynku z kapitanem, który za trzy dorodne marchewki obiecał nam sprzedać okręt. Do pojedynku doszło, gdy okazało się, że okręt nie posiada flagi. Zażądałem zwrotu marchewek, lecz kapitan zdążył je schrupać po drodze. Nie było wyjścia. Pojedynek o kapitańską wstążkę był jedynym honorowym rozwiązaniem. Noś ją godnie – niech ci przypomina, że na twoje marzenia czeka cały świat”.

– Ach ty szalony, dzielny króliku – powiedziałam kręcąc z niedowierzania głową i przyciskając list do serca.
– Słucham uprzejmie – odpowiedział za moimi plecami znajomy głos, lecz i tak podskoczyłam, jakby ktoś mnie ukłuł szpilką.
– Pan Królik? Pan Król tutaj? – nie wiedziałam co powiedzieć, tak jak nie wiedziałam w którą stronę się odwrócić, bo ciągle go nie widziałam.
– A czemuż by nie? – jego głos dochodził od strony morza. Podniosłam latarenkę, żeby mnie nie oślepiała i zaczęłam się wpatrywać w czarne morze. Gdy snop światła latarni przelatywał nad moją głową, ujrzałam wielki żaglowiec z popiersiem królika w koronie, królewską marchewkową flagą powiewającą na wietrze i…
– Kapitan Królik Z Zakręconym Wąsem do usług waszej niesamowitej piękności! – powiedział królik najgrubszym głosem, na jaki go było stać. – Ma może panienka na zbyciu talię kart, a i baryłki przecieru marchwiowego nie odmówiłbym na pewno – powiedział jednym tchem, wymachując wielkim kapeluszem przed moim nosem. Pióro z kapelusza łaskotało mnie w nos tak bardzo, że byłam w stanie odpowiedzieć tylko jedno:
– Aaaa psik!
– Pani wybaczy mój brak obycia, ale czy to oznacza pani uprzejmą zgodę? – zapytał królik, znowu kręcąc kapeluszem.
– Oczywiście. W piwniczce widziałam co najmniej trzy beczki z marchewką na naklejce, a karty mogę panu narysować. Czy posiada pan na statku kredki?
– Jest pani dla mnie – i moich kuzynów rzecz jasna – bardzo łaskawa. Kredki posiadam w nadmiarze, ponieważ podczas ostatniej bitwy morskiej doszczętnie złupiliśmy piracki statek, którego kapitan jest znanym rysownikiem. Spod jego kredek wyszła np. nasza okrętowa flaga. Dodam też nieskromnie, że właśnie zakończył rysować mój portret. Będę niezwykle zobowiązany, jeśli panienka zaszczyci mnie swoją opinią na temat obrazu. Ja jestem nim zauroczony, ale słowo panienki, jako niewątpliwie największego znawcy sztuki na tej zacnej wyspie, rozwieje wszelkie moje wątpliwości. Zapraszam zatem na statek – wyrecytował po czym wskoczył na okrętowy pomost, po którym uprzednio do mnie dokicał. Ruszyłam jego śladem. Za sobą usłyszałam dźwięk wtaczanych beczek z przecierem marchewkowym, a po chwili komendę: „Odbijamy!” Statek powoli zaczął oddalać się od wyspy, co chwilę głaskany promieniem mojej latarni. Zaprowadzono mnie do kajuty, która przypominała pracownię malarską. Na stoliku czekała już talia białych kartek, które miałam zmienić w karty dla kapitana. Byłam jednak tak zmęczona przygodą, że padłam na pryczę i od razu zasnęłam.
Obudziło mnie głaskanie po nosku.
– Panie króliku, jeszcze pięć minut – powiedziałam z zamkniętymi oczami, ale już z uśmiechem.
– A od kiedy to ja jestem panem królikiem? – usłyszałam głos mamy przy swoim uchu. – Wstajemy Goszajko. Ubieraj się szybciutko. Ruszamy w góry… – zrobiłam oczy jak pięć złoty. Mama uśmiechnęła się do mnie i wyszła z pokoju. Przy śniadaniu powiedziała jeszcze, że spałam z zapaloną lampką i ze wstążką z kapelusza dziadka w dłoni. Uśmiechnęłam się pod nosem: „Przecież wiem, mamo, przecież wiem”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *